UWAGA! „Brygada Ochrony Nieletnich”. Policjanci: To oszustwo!

  1. wroclaw.pl
  2. Kultura
  3. Aktualności
  4. Filmowa „Lalka” jest świetna! Recenzja przed premierą kinową ekranizacji powieści Prusa
Kliknij, aby zobaczyć galerię
na zdjęciu Marcin Dorociński jako Stanisław Wokulski i Kamila Urzędowska jako Izabela Łęcka razem w parku fot. mat. pras.
na zdjęciu Marcin Dorociński jako Stanisław Wokulski i Kamila Urzędowska jako Izabela Łęcka razem w parku

Dwiema produkcjami wokół powieści „Lalka” żyje dziś cała Polska. Najpierw Netflix pokazał swój serial-reinterpretację książki Bolesława Prusa w reżyserii Pawła Maślony, a już od 30 września na ekrany wchodzi pełnometrażowy film Macieja Kawalskiego na podstawie „Lalki”. Trwający dwie i pół godziny obraz nie jest, choć były takie obawy, patetyczny i nakręcony na kolanach. Przeciwnie, zrealizowano go z godnym podziwu rozmachem, z doskonałą obsadą i twórcy nie zapomnieli o poczuciu humoru i dystansie.

Reklama

Zagubiony Wokulski, Łęcka w złotej klatce 

Jedno z pierwszych pytań, jakie cisnęło się na usta przed seansem brzmiało: czy Marcin Dorociński udźwignie rolę Stanisława Wokulskiego, bo pokładano w nim i w tej aktorskiej kreacji wielkie nadzieje.

W końcu grający niegdyś Wokulskiego Mariusz Dmochowski (w filmie Wojciecha Jerzego Hasa) i Jerzy Kamas (w serialu Ryszarda Bera) stworzyli pokoleniowe kreacje. 

Tuż przed premierą Marcin Dorociński dość skromnie, z pokorą i nie bez obaw opowiadał o swoim zaangażowaniu w projekt. Teraz może spać spokojnie.

Misja została wykonana, a Dorociński stworzył na ekranie pełnowymiarową postać dojrzałego już człowieka targanego namiętnościami, jednocześnie zagubionego w wielkim świecie i opętanego uczuciem do Izabeli Łęckiej, z drugiej próbującego być sobą – kupcem, pozytywistą pragnącym dźwignąć polski handel, badaczem, człowiekiem szerokich horyzontów. Kreacja bardzo w duchu powieści Prusa i spodoba się fanom „Lalki”. 

<p>Marcin Dorociński jako Stanisław Wokulski&nbsp;</p> fot. mat. pras.
Marcin Dorociński jako Stanisław Wokulski 

Co ciekawe, wydaje się, że zagrana przez Kamilę Urzędowską Izabela Łęcka – piękna, subtelna, eteryczna, jednocześnie zepsuta bezczynnością i społecznymi konwenansami – mimo wszystko wydaje się podobnie zagubiona jak Wokulski.

Z tą jednak różnicą, że Stach zdobywa się odwagę i podejmuje radykalne kroki, u Izabeli na rozpaczaniu musi się skończyć, nie będzie w jej życiu konkretnej sprawczości. Tak ją wychowano i ze złotej klatki swojej klasy społecznej i sytuacji rodzinnej Łęcka nie tyle nie potrafi, ile nie do końca ma odwagę uciec. 

Drugi i trzeci plan tak dobre jak pierwszy

Film Macieja Kawalskiego to niemal gwiazdozbiór – plejada największych nazwisk w polskim kinie pięknie sfotografowana (przez Piotra Sobocińskiego Jr) i ubrana (przez Katarzynę Lewińską oraz projektantkę Gosię Baczyńską, którą zobaczymy w scenie przymiarki).

Nikt nikogo tu nie przyćmiewa, nie próbuje dominować. Większość aktorek i aktorów (może poza manieryczną Mają Ostaszewską w roli baronowej Krzeszowskiej) doskonale wykorzystuje swój ekranowy czas.

Są tu prawdziwe perełki, jak Ignacy Rzecki (w tej roli Marek Kondrat), którego postać mocno w filmie zredukowano, ale, szczęśliwie, aktorowi, który powrócił na ekran specjalnie ze względu na tę rolę, udało się oddać i ciepło i szlachetność charakteru Rzeckiego.

Jest fenomenalna Agata Kulesza jako swatka Pani Meliton, która zwietrzyła swoją okazję, aby doprowadzić do zaślubin Wokulskiego z Łęcką i projekt realizuje z podziwu godną determinacją. Nie wolno spojlerować żadnej sceny z jej udziałem, bo każda jest majstersztykiem.

Znakomicie ogląda się, nareszcie, Maję Komorowską w roli prezesowej Zasławskiej, której scenarzyści (reżyser i Łukasz Światowiec) dali prawdziwą przestrzeń do stworzenia pięknej roli. Krystyna Janda jako hrabina Karolowa jest sprytna i spostrzegawcza, fani aktorki to docenią.

<p>Marcin Dorociński jako Stanisław Wokulski i Andrzej Seweryn jako Tomasz Łęcki</p> fot. mat. pras.
Marcin Dorociński jako Stanisław Wokulski i Andrzej Seweryn jako Tomasz Łęcki

Andrzej Seweryn jako Tomasz Łęcki gra brawurowo, z olbrzymią swobodą i utracjuszowskim wdziękiem, doskonale wypada też Wojciech Mecwaldowski jako jego adwokat.  

Trochę szarżuje Maria Dębska w roli wyzwolonej Pani Wąsowskiej, ale można jej wybaczyć, nie sprawdza się natomiast Dawid Ogrodnik (jako subiekt Mraczyński), daleko mu do uwodzicielskiego Jana Englerta z telewizyjnej produkcji. 

Mateusz Damięcki jako kuzyn Starski jest świetnym fircykiem, ale czy demonicznym uwodzicielem? Borys Szyc gra na krawędzi przerysowania, ale też baron Krzeszowski jest tu bohaterem tragikomicznym. 

<p>Maria Dębska jako Kazimiera Wąsowska i Mateusz Damięcki jako Kazimierz Starski</p> fot. mat. pras.
Maria Dębska jako Kazimiera Wąsowska i Mateusz Damięcki jako Kazimierz Starski

Cezary Żak natomiast okazuje się pysznym baronem Dalskim, tak pięknie obsadzonej trzecioplanowej roli dawno nie było w dużej polskiej produkcji.   

Filip Pławiak jako badacz Julian Ochocki jest marzycielem wysokiej próby. Trochę za mało w tej roli zostawili mu do wygrania scenarzyści, Janusz Zaorski z serialu Bera był bardziej namacalną postacią. 

Scenariusz nie jest koturnowy i pisany na kolanach, jak obawiali się krytycy, ale z szacunkiem do dzieła Prusa, co przekona wielu tych zniesmaczonych może produkcją Netflixa.

I nawet jeśli Kawalski i Światowiec pozwalają sobie na swobodę, zawsze mieści się w dobrym tonie, a przy tym nie brak tu całkiem dobrego humoru i dystansu do postaci. 

Wrocław piękny jak Paryż

Za scenografię w filmie odpowiedzialny był jeden z najbardziej zapracowanych dziś tandemów w polskim kinie – Katarzyna Sobańska i Marcel Sławiński (przygotowywali również miejsca i wnętrza w filmie „Chopin, Chopin!” Michała Kwiecińskiego oraz w „Ojczyźnie” Pawła Pawlikowskiego) oraz Anna Mocny. 

Warszawę wykreowano z umiarem, bez próby zrobienia z niej metropolii. Szkoda, że spacer Wokulskiego po Powiślu (tak pięknie poprowadzony kamerą w filmie Hasa) tutaj kończy się właściwie, gdy dopiero się rozpoczął.

Wrocław znalazł się w filmie (i to nie tylko za sprawą faktu, iż to Wytwórnia Filmów Fabularnych jest jednym z koproducentów) w kilku miejscach. Plac Uniwersytecki zagrał jeden z paryskich placów, zaś główne wejście do gmachu Uniwersytetu Wrocławskiego i słynne schody na I piętro „zagrały” hotel we francuskiej stolicy, w którym zatrzymał się Stanisław Wokulski.

Bystre oko widzów wypatrzy też wrocławskie Partynice w niezwykle dynamicznie nakręconej scenie wyścigów konnych. Jednej z najlepszych, jakie mamy w polskim kinie!  

Film „Lalka” – gdzie go obejrzymy 

Dzieło Macieja Kawalskiego wchodzi na ekrany w środę 30 września. Zobaczymy je we wszystkich wrocławskich kinach, zwłaszcza studyjnych Kinie Nowe Horyzonty i Kinie DCF. W Nowych Horyzontach do wyboru jest po pięć seansów dziennie, w kinie DCF dwa seanse, zaś np. w Heliosie Magnolia obejrzymy aż 6 seansów dziennie. 

Bilety kosztują, w zależności od kina, w Kinie DCF (20-23 zł), w Kinie Nowe Horyzonty (22-28 zł), w Heliosie Magnolia i Bielany (od 33,40 zł).  

Bądź na bieżąco z Wrocławiem!

Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się we Wrocławiu. Najciekawsze wiadomości z www.wroclaw.pl znajdziesz w Google News!

Reklama